O granicach słów kilka

Krol_macius_pierwszy_odc2004

Na wiosnę tego roku organizowaliśmy otwarty wykład dla rodziców. Naszym celem była rozmowa o tym, jak uchronić się przed “przejęciem władzy” w domu przez najmłodszych członków rodziny. Temat, z którym spotkał się chyba każdy rodzic, kiedy dziecko stara się przesuwać granice lub zupełnie je ignorować, wprowadzać swoje zasady i “wymuszać” wygodne dla niego normy. I oczywiście co to w ogóle znaczy stawiać granice? Jak to robić? Czy są one potrzebne? Może to tylko wymysł psychologów, żeby postraszyć i jeszcze bardziej utrudnić i tak ogromne wyzwanie rodzicielstwa? Jeśli nie było Was z nami tego dnia, postanowiliśmy w skrócie przybliżyć temat, który wydaje nam się niezwykle ważny i dotyczący wielu rodziców.

Jak to tak naprawdę jest z tymi granicami? Czy są one potrzebne? Czy może lepiej skłaniać się do “bezstresowego wychowania”, skoro wielu rodziców tak wychowuje dzieci i krzywda się im nie dzieje?
Na wychowanie nie ma jednej recepty, to jest pewne. Jak również to, że wszystko zaczyna się od rodzica. To od niego dziecko uczy się rozpoznawania i okazywania uczuć, obserwuje zachowania, często naśladuje nawet sposób mówienia i poruszania się. Rodzic uczy co jest dobre, a co nie, co dziecko może robić, a jakie zachowania nie są pochwalane. Bez informacji co dziecku wolno, mały człowiek zaczyna gubić się świecie. Wyobraźmy sobie sytuację, którą wielu rodziców zapewne zna z doświadczenia. Przedszkolak bawi się w pokoju, po chwili dotychczasowa zabawa zaczyna go nudzić, więc wchodzi na łóżko i zaczyna skakać. Rodzic mówi: “ Nie skacz, bo spadniesz”. Dziecko jest posłuszne, schodzi z łóżka i zaczyna bawić się włącznikiem od światła- przecież to takie fascynujące. Po chwili słyszy: “Zostaw to światło!”, rodzic zaczyna się denerwować, więc maluch rezygnuje i z tego zajęcia, ale po chwili sznurek od rolety wydaje się najlepszą zabawką. Po raz kolejny słyszy: “Przestań się bawić, bo urwiesz”. Dziecko usłyszało same zakazy, być może wie już czego nie może robić, ale co mu właściwie wolno? Samo nie wie, każda zabawa, którą podejmuje jest zła, więc w swojej dziecięcej ciekawości szuka kolejnej. I tutaj pojawia się pole popisu dla rodziców, to jest moment, żeby dać dziecku propozycję zabawy. Zamiast słów: “Nie skacz, bo spadniesz”, możemy powiedzieć: “Chodź, usiądź obok mnie”, zamiast: “Przestań się bawić, bo urwiesz”, lepiej dać propozycję zabawy: “Porysujmy razem”. W ten sposób dajemy dziecku sygnał, czego oczekujemy od malucha, a on wie co ma robić. Oczywiście nasze oczekiwania oraz zakres swobody jaką dajemy dziecku rozszerza się wraz z jego wiekiem. Przedszkolaka nie zostawimy samego na placu zabaw, ale drugo-, czy trzecioklasistę już możemy. Takie rozszerzanie granic jest wyrazem szacunku dla dziecka, buduje jego poczucie kompetencji i samodzielności. Podnosi też jego poczucie własnej wartości, bo “jeśli mama pozwala mi iść na plac zabaw samemu, to znaczy, że potrafię się sam dobrze bawić, jestem duży i samodzielny”.

Dzieci mają swoje sposoby, aby przejąć “władzę” w domu. Używają w tym celu kilku metod, których większość rodziców na pewno doświadczyła, jeśli nie na własnej skórze, to podczas obserwacji. Codzienna sytuacja: tata z przedszkolakiem wchodzi do sklepu, robią zakupy, nagle słychać głośny płacz dziecka. Wszystkie głowy kierują się w stronę dźwięku i widzą teatralną scenę płaczu, tupania nogami i krzyku: “Kup mi tę zabawkę! Ja to chcę!”. Zawstydzony tata próbuje uciszyć dziecko, widzi gapiów, czasem słyszy nieprzyjemny komentarz. Znajoma scena? Wielu rodziców na samą myśl o takie sytuacji kupuje zabawkę, żeby mieć święty spokój. Tylko czy na pewno będzie potem święty spokój? Dziecko uczy się, że jeśli będzie wystarczająco głośno krzyczeć, dostanie to czego chce. Patrzenie na płacz i tupanie nogami swojego dziecka nie jest przyjemne, ale uleganie mu w takiej sytuacji prowadzi właśnie do utraty autorytetu i “władzy” w domu. Kolejnym, bardzo skutecznym sposobem zdobycia słodyczy przed obiadem lub obejrzenia jeszcze jednej bajki przed snem są słowa dziecka: “Nie kocham Cię, jesteś najgorszą mamą na świecie! Mama Kasi pozwala”. Te słowa są tak samo raniące dla mamy, jak nieprawdziwe dla dziecka. Dzieci kochają swoich rodziców i to się nie zmieni pod wpływem zakazu słodyczy. Co więcej, pewnie jeszcze Wam podziękują za mniejszą ilość wizyt u dentysty 😉 Te słowa mają doprowadzić do zmiany Waszego zdania i w efekcie zjedzenia batonika, albo obejrzenia kolejnej bajki. Skutecznym sposobem na takie słowa jest zapewnienie o swojej miłości do dziecka.

Drodzy rodzice, nie zapominamy również o Was. Tak jak pisaliśmy na początku artykułu, to od dorosłych wszystko się zaczyna. Wychowanie i rodzicielstwo to proces, który zmienia się wraz z dorastaniem dziecka. W tym czasie pomyłki i wątpliwości są naturalnym elementem i prowadzą do rozwoju. Wielu rodziców zmaga się z rosnącą presją, aby wszystko wiedzieć, na wszystko znaleźć odpowiedź i nie dotyczy to jedynie świeżo upieczonych rodziców. Z wielu stron jesteśmy zasypywani poradami i pomysłami na wychowanie dzieci, często sprzeczne informacje wprowadzają chaos i sprawiają, że pojawia się poczucie niekompetencji, lęk i napięcie. Te uczucia nie sprzyjają dobremu samopoczuciu rodziny. Idealny rodzic nie istnieje! Żadna mama nie jest w stanie zaspokoić potrzeb dziecka w 100%, a każdy rodzic potrzebuje pomocy i wsparcia. Wszyscy rodzice potrzebują również chwili dla siebie, relaksu czy oddania się własnym pasjom. W miarę możliwości zachęcamy, żeby znajdować czas na drobne przyjemności. Jeśli my dorośli będziemy to robić, dzieci nauczą się tego samego, a przecież o to właśnie nam chodzi- żeby nasze dzieci zdrowo się rozwijały.

Na zakończenie tego skrótu z wykładu zostawiamy Was drodzy rodzice myślą: Jeśli Ty nie znasz swoich granic, nie wierzysz w swoje możliwości, nie umiesz dbać o siebie, to jaką szansę na dobry rozwój ma Twoje dziecko?

nie-uda